Artystka Patyna
Mały, niepozorny, przykryty kurzem i stertą gazet, leżał sobie w przemokłym kartonie wśród wielu innych wydawałoby się nikomu niepotrzebnych rupieci. Długo go szukałam w ten mroźny poranek na lokalnym pchlim targu, właściwie to chyba on mnie znalazł. Wygrzebałam go w ostatniej chwili przed odejściem i gdy poczułam w ręku jego przenikliwy chłód wiedziałam, że muszę go ogrzać. Krótka wymiana spostrzeżeń z bardzo zmarzniętym sprzedawcą co do jego wartości i szlachetności, krótkie negocjacje i był mój.

W cieple przyjrzałam się mu dokładnie. Nie zdradzał oznak swojej szlachetności, żadnych oznaczeń, sygnatur, ciężko odnaleźć było jakąkolwiek historię. Trudno – trzeba go wyczyścić z kurzu rzeczywistości, może coś odnajdę. Trzy szybkie ruch szmatką po powierzchni i już wiedziałam, gdzie ukryta jest jego historia. Spojrzałam nieco z oddali i spod okularów osuniętych na czubku nosa i zobaczyłam piękne akwarele rysowane przez Artystkę Patynę. Feeria kolorów i kształtów, subtelne ton i półcienie pokazywały swoją historię. Nie mogłam tego zmazać. Zostawiam tak jak jest.
I podziwiam.




